Czerwony Most i zapomniany pożar z 1924 roku:
Historia gdańskich tartaków na Olszynce

Rejon gdańskiej Olszynki (dawnego Walddorf) oraz koryto Motławy kojarzą się dziś głównie z sielskim, zielonym krajobrazem. Jednak na przełomie XIX i XX wieku oraz w okresie Wolnego Miasta Gdańska miejsce to tętniło intensywnym życiem przemysłowym. To właśnie tutaj, w okolicy historycznego Czerwonego Mostu (Rote Brücke), znajdowały się rozległe składy drewna oraz zakłady produkcyjne. Najgłośniejszym z nich stał się korporacyjny gigant spółka Hansa-Sägewerke A.G. a także sąsiadujące z nim imperium budowlane Brunona Feya. Ich wspólną historię na zawsze naznaczyła tragiczna noc z 30 października 1924 roku.



Topografia w służbie przemysłu.

Topografia tego terenu była idealnie przystosowana do obróbki surowca drzewnego. Płaskie, podmokłe łąki oraz sieć wodna Motławy pozwalały na łatwe zatrzymywanie i magazynowanie wielkich tratw z pni, spławianych przez flisaków. Drewno wyławiano z wody i układano w gigantyczne, wysokie stosy na rozległych placach składowych (Holzplätze), gdzie schło przed dalszą obróbką mechaniczną.




Hansa-Sägewerke Aktiengesellschaft (A.G.).

Wbrew powszechnym skojarzeniom, ta wielka firma nie należała do jednej osoby była to potężna spółka akcyjna. Kluczowymi postaciami w zarządzie i radzie nadzorczej przedsiębiorstwa byli gdańscy przedsiębiorcy: Jansson, Luksenberg oraz Gaensede. Zapleczem finansowym i głównym motorem napędowym spółki był znany dom bankowy Hugo Fechner & Co. z ulicy Ogarnej (Hundegasse 43). Na terenie Olszynki znajdował się zakład produkcyjny Hansa-Sägewerke wraz z placami składowymi i zapleczem technicznym. Natomiast siedziba zarządu i biura handlowe mieściły się w centrum Gdańska.



Prywatna bocznica kolejowa.

W prasie z początku lat dwudziestych pojawia się informacja o planowanej prywatnej bocznicy kolejowej związanej z przedsiębiorstwem Hansa-Sägewerke. W 1922 roku spółka wyłożyła do wglądu publicznego oficjalne plany budowy własnego toru prowadzącego bezpośrednio do skladów drewna. Inwestycja ta pozwalała na bezpośrednie dostarczanie pni drzew z rejonu Żuław oraz z głębi Polski, a także sprawny wywóz gotowej tarcicy. Zdjęcia lotnicze z końca lat dwudziestych pokazują bocznicę kolejową w rejonie Czerwonego Mostu. Nie można jednak z całkowitą pewnością stwierdzić, że była to bocznica wybudowana przez Hansa-Sägewerke A.G. Zbieżność lokalizacji oraz wcześniejsze dokumenty dotyczące planowanej inwestycji czynią tę hipotezę bardzo prawdopodobną, lecz wymagającą dalszego potwierdzenia.
Luksenberg peni funkcję Dyrektora Zarządzającego i Członka Zarządu (Vorstand) potężnej spółki akcyjnej Hansa-Sägewerke A.-G. (Towarzystwo Akcyjne Tartaków Hansa). Współzarządzał nią wraz z gdańskim przedsiębiorcą o nazwisku Jansson. Z zachowanych gdańskich ogłoszeń urzędowych wynika, że Luksenberg kierował tą firmą w okresie jej największego rozwoju technologicznego.
Jedną z hipotez jest, że widoczna na późniejszych zdjęciach lotniczych bocznica może być związana z inwestycją planowaną przez Hansa-Sägewerke. Na obecnym etapie badań brak jednak dokumentu, który jednoznacznie to potwierdza. Położenie zakładu było wyjątkowo korzystne pod względem logistycznym, co świetnie pokazuje specyfikę dawnej Olszynki i przyległych terenów. Surowe drewno spławiano wodą (Motławą i okolicznymi kanałami, a dzięki wybudowanej przez firmę Luksenberga bocznicy, gotowe i pocięte deski ładowano prosto do wagonów towarowych i wysyłano w świat przez pobliską stację kolejową.



30.10.1924: Morze ognia na Olszynce.

Praca w tartakach, w otoczeniu ton łatwopalnych trocin, pyłu i wysuszonego drewna, zawsze niosła ze sobą ryzyko kataklizmu. Jesienią 1924 roku czarny scenariusz ziścił się z pełną mocą, przyciągając uwagę mieszkańców całego Gdańska. Późnym wieczorem, dokładnie o godzinie 21:00, w południowo-wschodniej części miasta wybuchł potężny pożar, który błyskawicznie objął zabudowania fabryczne Hansa-Sägewerke. Ogień rozprzestrzeniał się w zatrważającym tempie. W krótkim czasie główny budynek tartaku spłonął całkowicie. Płomienie doszczętnie strawiły maszynownię oraz pomieszczenia silnikowe. Zniszczony został nowoczesny park maszynowy, a straty technologiczne były nadzwyczaj wysokie. Ofiarą płomieni padły cenne i specjalistyczne maszyny: * Trzy piły tarczowe, * Cztery piły ramowe, * Dwie piły wahadłowe, * Strugarki oraz maszyny do produkcji wręgów. Spłonęły także olbrzymie, gotowe zapasy surowca. Silny wiatr stwarzał realne zagrożenie, że ogień zajmie całe drewniane pole składowe oraz pobliski budynek biurowo-mieszkalny.



Walka z żywiołem i blokada Czerwonego Mostu.

Gdańska straż pożarna (Feuerwehr) podjęła niezwykle energiczną interwencję. Strażakom udało się utrzymać ogień w ryzach i obronić sąsiednie obiekty w tym budynek stajni, który znajdował się zaledwie 15 metrów od centrum szalejącego żywiołu. Ponieważ spektakularna łuna i dym przyciągnęły na Olszynkę ogromne tłumy gapiów, na miejsce wezwano oddział policji porządkowej (Schupo). Funkcjonariusze musieli szeroko zablokować i zabezpieczyć cały teren wokół Czerwonego Mostu, aby umożliwić służbom prowadzenie akcji ratunkowej.

Cień sabotażu.

Najbardziej intrygującym wątkiem katastrofy, o którym szeroko rozpisywał się lewicowy dziennik Danziger Volksstimme, była niejasna przyczyna wybuchu ognia. Choć oficjalne śledztwo dopiero się rozpoczynało, w mieście głośno mówiono o podejrzeniu celowego podpalenia. Wskazywano na ostry spór ekonomiczny, jaki toczył się wówczas wśród gdańskich drwali. Dziennikarze podchodzili jednak do tych plotek sceptycznie. Argumentowali, że gdańscy robotnicy nigdy wcześniej nie uciekali się do tak radykalnych środków niszczenia mienia w swoich walkach o prawa pracownicze. Niemniej jednak, cień podejrzenia o sabotaż na stałe zapisał się w historii tego wydarzenia.

Krajobraz po katastrofie: Dwa różne losy.

Spółka Hansa-Sägewerke A.G. jak wskazują dostępne źródła, popadła w dramatyczny kryzys i pomimo wcześniejszego wsparcia domu bankowego Hugo Fechner & Co., osłabiona firma w kolejnych latach całkowicie zniknęła z gdańskich ksiąg adresowych. Katastrofa zbiegła się w czasie z głębokimi reformami monetarnymi w Wolnym Mieście Gdańsku (wprowadzeniem guldena gdańskiego) oraz dotkliwym kryzysem kredytowym. Gigantyczne straty materialne, spalone maszyny i utracony surowiec doprowadziły do załamania finansowego spółki.

Zupełnie inaczej potoczyły się losy sąsiada. Zakłady Brunona Feya, dzięki udanej obronie przed ogniem i powstrzymaniu żywiołu przez strażaków, przetrwały tę tragiczną noc. Firma funkcjonowała z powodzeniem przez kolejne dekady, trwale wpisując się w architektoniczną i społeczną tkankę dzisiejszej Olszynki.

Badania nad historią tego miejsca są nadal prowadzone. Każdy nowo odnaleziony dokument, plan lub fotografia może uzupełnić lub skorygować przedstawione informacje. Jeżeli posiadają Państwo materiały dotyczące Olszynki, Klapperwiese lub okolic Czerwonego Mostu, zachęcam do kontaktu.





Miro